Planowałam ten dzień w sumie nie długo. Przypadek. Zbieg okoliczności i możliwość spędzenia czasu bardzo miło. Więc pakuję się. Wsiadam na rower. Śmigam przez miasto. Pożyczam jeszcze rękawiczki od Moni (drugie - na wszelki wypadek) i kręcę za miasto. Oooo tak, jest świetnie.

Tak. Do momentu kiedy moja Lejdi się wzięła i się rozpsuła, tzn dokładniej nie ona cała, ale bez linki tylnej przerzutki to ja już nigdzie nie pojadę...
No nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. Na pewno nie będzie tak, że to już koniec "wycieczki". Telefon do Moni: ratunku kochana kobieto ! Ja wiem że swój własny rower to świętość nad świętościami, ale błagam.. POŻYCZ mi swojego hajbajka. Ufffffff.
Więc dreptam poboczem z rowerem u boku do miasta z powrotem. Musiałam komicznie wygladać - rowerzystka, ubrana jak trzeba i zamiast jechać: prowadzi rower... no masakra. Kilka km spaceru wkurza mnie na maxa. Docieram w końcu do "miejsca zbawienia", zostawiam moją Lejdi i dosiadam srebrnego Diabła po czym ile sił w nogach staram się nadrobić stracony czas. Nawet nie wiem kiedy zaczęło padać. Tak: padać, deszcz zaczął padać.
No ale przecież nie zawrócę do domu z tego powodu.

 

Do Hani dojechałam z około 40 minutowynm poślizgiem. Czegość takiego jeszcze nie widziałam - tak wspaniałej imprezy w budowanym domu, tzw. "wiecha" u Hani to dopiero IMPRA :D Mogłam wysuczyć ciuchy przt tzw. "kozie" wstawionej do "salonu" (a może to była łazienka?), mogłam wypić ciepłą herbatę, posilić się wyśmienitymi smakołykami przygotowanymi przez gospodynię i oczywiście pogadać, pośmiać się, pobyć po prostu. :)

Czas jednak naglił - musiałam przecież wrócić.
Wstępny plan był nieco inny. Mniej wyczerpujący, że się tak wyrażę.
Ale nie po to mam wolną niedziele, aby siedzieć. Więc pokręciłam w kierunku domu.

 

Pod wiatr. I z deszczem. Wolałabym odwrotnie.

Dotarłam po zmroku. Lampka zdechła. Ja prawie.

 

Podsumowanie:

 

- przejechałam 125 km (przypominam, że mamy listopad :D)
- boli mnie kolano
- szczypią mnie oczy i twarz
- zasypiam na stojąco
- było zajefajnie ;)

 

ZDJĘCIA

 

Mapka

 

red. Monika C.


Polecamy

Wspierają nas